Nie wchodząc głębiej w przyczyny, faktem jest niezwykła MNOGOŚĆ PODATKÓW w większości tzw. rozwiniętych państw świata. Fakt ten sprawił, że już w XIX w. powstała odrębna DYSCYPLINA NAUKI, zwana początkowo skarbowością, a współcześnie – FINANSAMI PUBLICZNYMI, która jest konglomeratem niektórych aspektów prawa, polityki i ekonomii. I nauka ta uprawia SWOISTĄ IDEOLOGIĘ, przypisując różnym nowowprowadzanym podatkom przeróżne funkcje, którym mają one rzekomo służyć. Piszę o ideologii, bo w rzeczy samej w podatkach chodzi zawsze przede wszystkim o powiększenie dochodów budżetowych, czyli o ich FUNKCJĘ FISKALNĄ. Pozostałe funkcje zaś, choć wywołują także inne skutki, czasem zupełnie nieoczekiwane (np. sławny podatek od okien, którego skutki widać m.in. na kamienicach przy Rynku Głównym w Krakowie), są co najwyżej sposobem „przykrycia” tej podstawowej.
Abstrahując od ideologii, finanse publiczne mają czym się zajmować, ponieważ opodatkować można wszystko; dochód, majątek i jego zmiany, nieruchomości, czynności prawne, stan cywilny, obroty gospodarcze, liczbę okien, wielkość połaci dachowych, ogrodzenia, zyski, dywidendy, odsetki od lokat, żeby wymienić tylko parę przykładów. Oprócz podatków sensu stricto są jeszcze cła, opłaty skarbowe, taksy klimatyczne, opłaty adiaceńskie, akcyzy i co tam jeszcze. Jest więc co opisywać i klasyfikować. Ostateczny skutek jest zaś taki, że publikacje prawa podatkowego w niektórych krajach wymagają KILKUSET STRON DRUKU. Aby się w tym wszystkim móc jako-tako poruszać, często konieczne jest korzystanie z usług specjalistycznych kancelarii prawniczych. A bywa i tak, że niejasności i sporne kwestie interpretacyjne wymagają rozstrzygnięć sądowych, które zapadają nierzadko po ciągnących się latami procesach.
O tym, jak działa PODATEK DOCHODOWY od osób fizycznych, wie każdy, kto składa swój roczny PIT. Tam są bowiem wyszczególnione osiągnięte w danym roku dochody, zapłacone zaliczki na podatek dochodowy i ewentualne odliczenia oraz należny podatek. Każdy więc wtedy wie, ile już odprowadził fiskusowi w formie zaliczek oraz ile ma jeszcze dopłacić bądź ile ma mu zwrócić urząd skarbowy.
Proste i zrozumiałe są także te podatki i opłaty, które obciążają dochód podatnika bezpośrednio. Do takich należą podatki majątkowe, np. podatek od nieruchomości, od spadków i darowizn, itp., a także podatki i opłaty wnoszone doraźnie przy okazji różnych czynności prawnych. Ich doraźny charakter powoduje jednak, że zazwyczaj mało kto pamięta, ile w sumie zapłacił podatku z tych tytułów, no może z wyjątkiem podatku katastralnego. Ten bowiem jest bardziej dolegliwy, gdyż liczony jest od wartości nieruchomości lub od wartości generowanego przez nieruchomość dochodu. Gdyby został wprowadzony także w Polsce – jak przebąkują niektórzy – na poziomie 1% rynkowej wartości nieruchomości, to raczej zapamięta go każdy posiadacz mieszkania czy domu, nie mówiąc już o właścicielach nieruchomości komercyjnych.
Równie prosty, choć już nie tak oczywisty dla wielu jest podatek VAT (Value Added Tax). Formalnie płacą ten podatek przedsiębiorcy, tzw. VAT-owcy, ale jego KOSZTY PONOSI W CAŁOŚCI KAŻDY KONSUMENT, który kupuje jakikolwiek towar (dobro albo usługę) dla zaspokojenia swoich osobistych potrzeb. Podatek ten jest zawsze ZAWARTY W CENIE kupowanego towaru. Podstawowa stawka podatku VAT doliczana na każdym etapie obrotu gospodarczego wynosi 23% WARTOŚCI DODANEJ na tym etapie (stąd polska nazwa „podatek od wartości dodanej”), a obniżone – 8% i 5%. Znaczy to że w zależności od rodzaju towaru i związanej z nim stawki VAT w cenie towaru zawarta jest kwota tego podatku stanowiąca odpowiednio 18,7%, 7,41% albo 4,76% tej ceny. Wiele osób kupujących towary zazwyczaj nie myśli o tym, że płaci taki podatek, a już na pewno nie wiedzą, ile zapłacili łącznie wychodząc z zakupami ze sklepu (choć na paragonie kwota ta jest wyszczególniona). Tym samym nikt nie jest w stanie policzyć, ile zapłacił tego podatku w ciągu roku, robiąc codzienne zakupy.
Nie mam natomiast wątpliwości co do tego, że niewiele osób wie, iż WSZELKIE PODATKI płacone przez przedsiębiorstwa i instytucje SĄ W CAŁOŚCI PRZERZUCANE NA KONSUMENTÓW. Dotyczy to zarówno podatków, które zgodnie z prawem są zaliczane do kosztów uzyskania przychodów tych podatników, jak i tych, których nie można do nich zaliczyć.
W pierwszym wypadku sprawa jest oczywista, gdyż wszelkie koszty przedsiębiorstwa, a więc i zawarte w nich podatki, są wliczone w cenę jego towarów (dóbr albo usług). Te podatki mają więc zgodnie z prawem CHARAKTER CENOTWÓRCZY. Taki charakter mają przede wszystkim CŁA I AKCYZY oraz płacone przez przedsiębiorstwa PODATKI OBCIĄŻAJĄCE ich MAJĄTEK.
Natomiast w drugim wypadku mechanizm jest nieco inny. W zależności od tzw. siły rynkowej danego przedsiębiorstwa KOSZT PODATKU JEST PRZERZUCANY w całości lub części na jego dostawców albo/i na odbiorców. A odbywa się to nie bezpośrednio, jak w wypadku kosztów, lecz w procesie kalkulacji planowanego zysku netto, czyli zysku po opodatkowaniu podatkiem dochodowym, tzw. CIT (w Polsce aktualnie wynosi on 19% zysku brutto).
Sprawa jest w gruncie rzeczy prosta, choć raczej mało ludzi ma o tym pojęcie. Otóż W DOBRZE ZARZĄDZANYCH przedsiębiorstwach, zwłaszcza w większych korporacjach, zarządzanie finansowe polega na ZARZĄDZANIU KOSZTAMI I PRZYCHODAMI w taki sposób, aby najważniejszy dla akcjonariuszy wskaźnik rentowności, jakim jest WSKAŹNIK RENTOWNOŚCI KAPITAŁU WŁASNEGO korporacji (ROE=Zysk netto/Kapitał własny), osiągnął poziom typowy w dłuższym okresie dla danej branży (tzw. ROE oczekiwane). W tym celu kontroluje się na bieżąco zarówno koszty jak i przychody w taki sposób, aby tam gdzie można, ograniczać koszty, a tam gdzie to niemożliwe albo niecelowe – powiększać przychody.
W pierwszym wypadku mówi się o PRZERZUCANIU PODATKU NA DOSTAWCÓW, czyli wstecz. Osiąga się to w drodze negocjacji jak najniższych cen zakupu dóbr i usług zaopatrzeniowych. Natomiast w drugim mamy do czynienia z przerzucaniem podatku NA ODBIORCÓW, czyli w przód, doliczając go do cen sprzedaży. Pokażmy to na prostym przykładzie.
Jeżeli OCZEKIWANA rentowność kapitału dla danej branży wynosi na przykład 10%, a kapitał takiej korporacji wynosi na przykład 1000 jp. (jednostek pieniężnych), to znaczy, że trzeba osiągnąć MASĘ ZYSKU BRUTTO w takiej wysokości, aby po zapłaceniu CIT (19% zysku brutto) pozostało ZYSKU NETTO 100 jp. Nietrudno więc ustalić, że OCZEKIWANA MASA ZYSKU BRUTTO powinna wynosić w tych warunkach NIE MNIEJ niż 123,46 jp. (100/(1-0,19)). Znając te kwotę, ustala się dla poszczególnych produktów JEDNOSTKOWĄ MARŻĘ ZYSKU BRUTTO z pewnym naddatkiem, aby po uwzględnieniu ewentualnych wahnięć popytu, cel główny, czyli OCZEKIWANA MASA ZYSKU BRUTTO, został osiągnięty. Gdy to się stanie, resztę towarów jeszcze nie sprzedanych przeznacza się na tzw. PROMOCJE, czyli sprzedaż po obniżonych cenach. Każda złotówka z takiej promocji powiększa zysk brutto PONAD KWOTĘ OCZEKIWANĄ. Dzięki temu RZECZYWISTY WSKAŹNIK rentowności kapitału własnego ROE może być wyższy od planowanego. A CAŁY PODATEK OD ZYSKÓW KORPORACJI PŁACĄ NABYWCY jej towarów i/lub ich DOSTAWCY.
Nie ma się więc z czego cieszyć, gdy władza wprowadza lub zwiększa podatek dla wielkich korporacji ponadnarodowych czy większych i mniejszych krajowych przedsiębiorstw produkcyjnych, handlowych i usługowych. Niezależnie od tego, czy jest to podatek od przychodów, dochodów, zysków, od majątku (np. katastralny), czy jest nim cło, akcyza czy jakikolwiek inny, KAŻDY zostaje ostatecznie wliczony W CENĘ FINALNEGO DOBRA LUB USŁUGI DLA KONSUMENTA. Jeżeli zaś uwzględnimy to, czego dowodziłem w poprzednich wpisach, to zapowiedziana w tytule tego posta NIEOCZYWISTA PRAWDA O PODATKACH brzmi następująco:
WSZELKIE PODATKI, TAKŻE TE OBCIĄŻAJĄCE FORMALNIE PRZEDSIĘBIORSTWA I INSTYTUCJE, OBCIĄŻAJĄ WYŁĄCZNIE DOCHODY OSÓB DZIAŁAJĄCYCH W SEKTORZE PRODUKCJI I WYMIANY DÓBR I USŁUG PRYWATNYCH.
Dochody pozostałych, nawet gdy formalnie płacą oni podatki, pochodzą wyłącznie z podatków płaconych przez tych pierwszych. Podatek płacony przez tych drugich wraca więc do źródła z którego wypłynął w płaconej cenie lub w świadczeniu wypłacanym dla beneficjenta ze środków budżetowych.
Typowym przykładem takiego mechanizmu są emerytury wypłacane przez jednostkę sektora publicznego, jaką jest ZUS, których źródłem finansowania są oczywiście podatki, formalnie zwane składkami. Od tych dochodów emeryci płacą m.in. podatek dochodowy w lokalnym urzędzie skarbowym, podatek od nieruchomości – w gminie, podatek VAT, cła, akcyzy itp. – w cenie towarów itd. W efekcie poszczególne kwoty płaconych przez emerytów podatków trafiają do różnych jednostek sektora publicznego, stanowiąc źródło ich dochodów, ale sektor ten JAKO CAŁOŚĆ dochodów swoich z tego powodu nie powiększa.
To samo dotyczy dochodów pracowników sektora publicznego oraz przedsiębiorców dostarczających dobra publiczne. Kupując od nich dobra i usługi, sektor publiczny finansuje te wydatki z otrzymanych podatków. Podatek dochodowy urzędników państwowych czy samorządowych, czy np. podatek od zysków przedsiębiorstw zbrojeniowych, wraca więc do źródła, z którego pochodzi dochód tych podatników stanowiący podstawę opodatkowania. W TYM SENSIE przepływy te mają JAŁOWY CHARAKTER i nie zmieniają pierwotnego i jedynego źródła dochodów tego sektora, którym – powtórzmy – są podatki od osób działających w sektorze dóbr i usług prywatnych.
Mimo tej jałowości takie rozwiązanie jest jednak bardzo wygodne dla władz publicznych co najmniej z dwóch powodów. Pierwszym są względy praktyczne. Przy takiej liczbie różnych podatków byłoby bowiem bardzo trudne, o ile w ogóle możliwe, znalezienie innego systemu podatkowego niż ten oparty na powszechności. Po drugie powszechność taka sugeruje, że koszty utrzymania sektora publicznego rozkładają się w jakichś proporcjach na wszystkich obywateli danego kraju. Tym samym taki skomplikowany system podatkowy skutecznie utrudnia dojście do tej PRAWDY O PODATKACH, która została tu już kilkukrotnie powtórzona.
Chodzi oczywiście o prawdę o tym, że CAŁY CIĘŻAR KOSZTÓW ISTNIENIA I DZIAŁANIA SEKTORA PUBLICZNEGO I WSZYSTKICH JEGO BENEFICJENTÓW, A TAKŻE KOSZTÓW DZIAŁANIA DOSTAWCÓW DÓBR I USŁUG PUBLICZNYCH, PONOSZĄ OSOBY DZIAŁAJĄCE W SEKTORZE PRODUKCJI I WYMIANY DÓBR I USŁUG PRYWATNYCH.
Pozostali partycypują w tych kosztach tylko o tyle, że zamiast dostać od sektora publicznego za swoje dobra i usługi ich równowartość pieniężną, czyli CENĘ NETTO, dostają kwotę brutto, w której zawarta jest kwota podatku, który muszą następnie zapłacić. To samo dotyczy beneficjentów tzw. transferów publicznych (rent, emerytur itp.), od których trzeba płacić podatki. Ani sektor publiczny jako całość NIE POWIĘKSZA w ten sposób swoich dochodów, ani też nie zmniejszają się od tego obciążenia kosztami istnienia tego sektora tej reszty ludzi, którzy – poza płaceniem podatków – nie mają z nim nic wspólnego. Jedyny efekt polega – jak już wspomniano – na REDYSTRYBUCJI pomiędzy różnymi jednostkami sektora finansów publicznych.
Na koniec warto podsumować rozważania o podatkach informacją, która – jak sądzę – rzadko dociera do świadomości tzw. zwykłych ludzi. Chodzi mianowicie o ŁĄCZNE KOSZTY OBCIĄŻENIA PODATKAMI dochodów osobistych. Mówi o tym tzw. DZIEŃ WOLNOŚCI PODATKOWEJ. Jest to ten dzień roku, od którego PRZECIĘTNY OBYWATEL danego kraju przestaje pracować na państwo, a zaczyna zarabiać tylko na swoje potrzeby. Według szacunków Centrum im Adama Smitha, dzień wolności podatkowej w roku 2024 w Polsce wypadł 28. CZERWCA. Znaczy to, że w ubiegłym roku przeciętny Polak pracował 180 DNI NA UTRZYMANIE PAŃSTWA, o 8 dni dłużej niż w 2023 r.
I tu nasuwa się taka refleksja. Nie wiem, jak wygląda to dzisiaj, ale w mojej szkole byłem uczony o tym, jak to pańszczyźniani chłopi byli ciemiężeni w czasach feudalnych. Musieli mianowicie odrabiać pańszczyznę przez DWA DNI w tygodniu oraz oddawać DZIESIĘCINĘ na rzecz Kościoła. W sumie więc na te DWIE DANINY publiczne przeciętny chłop pańszczyźniany musiał pracować około 140 dni w roku. A jak to wygląda dziś w najlepszym z ustrojów? Na utrzymanie SAMEGO TYLKO PAŃSTWA na razie tylko 180 dni! A będzie na pewno więcej.
Na pocieszenie: gorzej mają m.in. we Francji (dzień wolności podatkowej 4. lipca), w Austrii (24 lipca) czy w Grecji (29.lipca).
Do następnego wpisu.