W poprzednim wpisie dowodziłem, że przedmiotem transakcji kupna/sprzedaży nie może być PRACA, lecz jedynie jej EFEKTY. A efektem może być albo materialne bądź niematerialne DOBRO, albo materialna bądź niematerialna USŁUGA. Innej możliwości nie ma. Tezę tę można obalić tylko wtedy, gdyby udało się wskazać choć jeden przypadek, w którym ktokolwiek płaci za świadome działanie innej osoby BEZ ODNOSZENIA GO DO OCZEKIWANEGO EFEKTU.
Dla prawdziwości tej tezy nie ma przy tym znaczenia, czy nabywcą jest osoba fizyczna, czy przedsiębiorstwo, czy jest to formalna umowa o pracę, czy nienazwana umowa ustna, ani wreszcie to, czy wymienione w niej zostały konkretne efekty, jakie musi zapewnić osoba zatrudniona, czy też efekty te są opisane za pomocą różnych ogólnych określeń, takich jak na przykład staranność, terminowość, należyta dbałość, zgodność z wymogami prawa czy z normami jakościowymi itp. Każda umowa o pracę jest więc w istocie umową o odpłatne ŚWIADCZENIE USŁUG o charakterze wynikającym z zajmowanego stanowiska. I to taka właśnie USŁUGA jest wtedy PRZEDMIOTEM TRANSAKCJI kupna sprzedaży.
Prawda ta ma – jak wspomniałem – bardzo poważne konsekwencje zarówno dla samej teorii ekonomii, jak i dla stosunków społecznych. Zacznijmy od teorii.
Z faktu, że każdy pracownik przedsiębiorstwa czy instytucji sprzedaje swojemu pracodawcy EFEKT swojej pracy o charakterze wynikającym z zajmowanego stanowiska, wynikają logicznie następujące wnioski. Po pierwsze, to, czym zajmuje się dana osoba, stanowi NIEZBĘDNY ELEMENT SYSTEMU (mechanizmu), jakim jest przedsiębiorstwo. Jakość tego elementu przesądza o sprawności działania każdego przedsiębiorstwa i każdej instytucji. Nie ma przy tym znaczenia, czy dany pracownik pracuje na stanowisku bezpośrednio związanym z produkcją czy świadczeniem usług, czy też pracuje na głębokim zapleczu niemającym nic wspólnego z podstawową działalnością tego przedsiębiorstwa.
Na marginesie, warto zwrócić uwagę, że gdy tylko okaże się, że jakiegoś pracownika lub daną grupę da się zastąpić automatem lub systemem informatycznym, który wykona to samo bezbłędnie i taniej, to taki pracownik przestaje być potrzebny w dotychczasowej roli. I nie ma to nic wspólnego z bezdusznością właściciela tego przedsiębiorstwa. Kto z czytających ten tekst wolałby zatrudnić dzisiaj zecera składającego tekst ręcznie i kupić cały zestaw potrzebnych mu do tego metalowych czcionek i innych materiałów i akcesoriów zamiast kupić sobie drukarkę laserową?
Wracając do porównania roli usług pracowniczych w przedsiębiorstwie z rolą zewnętrznych dostaw dóbr i usług, trudno zaprzeczyć, że nieterminowość bądź brak zewnętrznych dostaw energii, surowców czy innych środków produkcji, albo niska jakość dostarczonych produktów może spowodować poważne zakłócenia w działaniu przedsiębiorstwa, a w skrajnym wypadku go zniszczyć. Ale równie źle może na tę sprawność wpłynąć choroba pracownika lub inne zdarzenie losowe dotyczące jednostki lub większej grupy pracowników, nie mówiąc już o niefachowości, niefrasobliwości lub nieuczciwości któregoś z nich. Nietrudno wyobrazić sobie skutki na przykład nieuczciwości laboranta monitorującego skład ścieków zrzucanych do rzeki, albo lekceważącego obowiązki bądź fałszującego sprawozdania finansowe księgowego, czy wreszcie montera, który zapomniał włożyć uszczelkę do jakiegoś elementu montowanej rakiety kosmicznej. Przykłady takie można by mnożyć, a każdy z nich może skończyć się określonymi zakłóceniami w działaniu przedsiębiorstwa i związanymi z tym wymiernymi stratami lub nawet upadłością.
Pomijając więc przypadki patologiczne, takie jak zatrudnianie różnych „kolesiów” w spółkach tylko po to, aby mogli przeczekać do następnych wyborów, usługi pracownicze pełnią dokładnie TAKĄ SAMĄ FUNKCJĘ EKONOMICZNĄ w systemie, jakim jest przedsiębiorstwo, jak WSZELKIE INNE DOSTAWY I USŁUGI PODMIOTÓW ZEWNĘTRZNYCH. Różni ich jedynie to, że ci pierwsi pracują na podstawie UMOWY O PRACĘ, a ci drudzy – na podstawie umów przewidzianych w kodeksie cywilnym i w kodeksie spółek handlowych. A skoro pełnią taką samą funkcję jak dostawy podmiotów zewnętrznych, to i SKUTKI ich zastosowania w tym procesie MUSZĄ BYĆ TAKIE SAME.
Warto tu przypomnieć ZASADĘ EKWIWALENTNOŚCI wymiany rynkowej, o której już była mowa, a która dotyczy wszelkich transakcji kupna/sprzedaży. Otóż wynika z niej, że zarówno wypłacane wynagrodzenia, jak i zapłata dostawcom zewnętrznym za dostarczone surowce, materiały, energię itp. środki produkcji, są pieniężnym EKWIWALENTEM tych dóbr i usług. Co przy tym ważne, nakłady na te dobra i usługi musi ponieść w całości każdy przedsiębiorca niezależnie od tego, czy sprzeda wyprodukowany towar z zyskiem, czy też mu się to nie uda. Ani pracowników, ani dostawców zewnętrznych nie obchodzi oczywiście to, do czego przedsiębiorca potrzebuje tych dóbr i usług, ani to, co z nimi później zrobi. I jednych, i drugich interesuje jedynie to, aby sprzedać swój towar za możliwie korzystną cenę. I gdy transakcja zostaje sfinalizowana, żadna ze stron nie jest drugiej nic winna niezależnie od tego, czy jej przedmiotem była porcja lodów z przydrożnej budki, 1000 ton rudy żelaza dla huty, czy usługi księgowego świadczone od 15 lat tej samej firmie na podstawie umowy o pracę.
Patrząc zatem na rolę pracowników przedsiębiorstwa z punktu widzenia EKONOMICZNYCH SKUTKÓW ich zaangażowania w przedsiębiorstwie, należy stwierdzić, że są oni jedynie jednym z „trybików”, dzięki któremu „maszyna”, jaką jest przedsiębiorstwo, daje „na wyjściu” produkt o określonych parametrach fizycznych, za który właściciel tego przedsiębiorstwa zapłacił tyle, ile wyniosły całkowite koszty produkcji tego towaru. Te właśnie PONIESIONE KOSZTY WYZNACZAJĄ WARTOŚĆ, jaką ma ten produkt DLA WŁAŚCICIELA w chwili zakończenia procesu produkcji. Właściwie przeprowadzony rachunek jednoznacznie dowodzi, że w wyniku procesu produkcji NICZEGO WŁAŚCICIELOWI PRZEDSIĘBIORSTWA NIE PRZYBYWA. Jedyne zmiany, jakie w tym procesie następują, mają charakter zmian JAKOŚCIOWYCH. Polegają one na tym, że zakupione i wykorzystane w procesie produkcji środki produkcji oraz usługi pracowników ZAMIENIAJĄ SIĘ W PRODUKT o określonych parametrach fizycznych. To zaś, co się z tym produktem stanie dalej, nie zależy ani od pracowników, ani od dostawców zewnętrznych.
Jaki to ma związek z teorią ekonomii? Otóż ma i to bardzo ścisły, związany z koncepcją Produktu Krajowego Brutto i jego podziału. O tym jednak będzie mowa w następnym wpisie.
Na koniec tego posta proponuję jeszcze, aby nieprzekonani o słuszności wyłożonych tu racji, jeżeli tacy są, odpowiedzieli na pytanie, która z trzech osób w poniższych przykładach jest bogatsza i o ile w chwili przeprowadzania tej mini-analizy?
1. Konsument A wydał w ciągu ostatniego tygodnia 1500 złotych na żywność, 600 złotych na buty, 1500 złotych na czynsz za mieszkanie oraz 200 złotych na paliwo.
2. Kupiec B kupił wcześnie rano na placu hurtowym 3 skrzynki jabłek za 120 złotych, 10 łubianek truskawek za 80 złotych, skrzynkę sałaty za 30 złotych oraz worek ziemniaków za 20 złotych i z tym stanem towarów otwiera swoje stoisko.
3. Producent kosiarek do trawników wydał w ciągu ostatniego miesiąca 8000 złotych na płace pracowników, 1000 złotych na silniki elektryczne, 1000 złotych na obudowy, noże i inne elementy stalowe, 1000 złotych na energię, i ma w tej chwili zmontowanych 50 kosiarek przeznaczonych na sprzedaż.