W poprzednim wpisie stwierdziłem, że zawarcie na rynku transakcji kupna/sprzedaży jakiegokolwiek dobra stanowi dowód, że dla każdego z kontrahentów jest to wariant w którym każdy osiągnął swój cel SUBIEKTYWNIE NAJNIŻSZYM w danych okolicznościach nakładem własnych sił i środków.
Ważne jest w tym stwierdzeniu słowo „SUBIEKTYWNIE”. Pozwala ono bowiem uchronić się przed zarzutem nadinterpretacji wyniku rozumowania. Minimalizacja nakładów (kosztów), podobnie jak maksymalizacja celu, to znany (?) z matematyki problem wyznaczania tzw. EKSTREMUM FUNKCJI (maksimum względnie minimum). Aby to było możliwe, konieczna jest przede wszystkim znajomość samej POSTACI DANEJ FUNKCJI oraz wartości WSZYSTKICH JEJ ZMIENNYCH (dziedziny funkcji). W analizie zachowań uczestników rynku nie może być mowy ani o znajomości funkcji opisującej zachowania sprzedawców i nabywców, ani o znajomości jej zmiennych, które umożliwiałyby sformułowanie tak kategorycznego wniosku, jakim jest tu NAJNIŻSZY KOSZT.
Toteż ze względu na to, że mowa tu o decyzjach podejmowanych w oparciu o ich ograniczoną wiedzę o wielu czynnikach natury obiektywnej, które – gdyby je uwzględnić – mogłyby dać efekt korzystniejszy dla decydenta, a do tego kieruje się on tylko własną wiedzą i doświadczeniem oraz swoim stanem emocjonalnym W CHWILI PODEJMOWANIA DECYZJI, ten stan subiektywnego poczucia, że dokonał najlepszego wyboru, należałoby określić mianem wyboru OPTYMALNEGO W TYCH WARUNKACH. Polega on na tym, że gdy dany efekt kogoś SATYSFAKCJONUJE, to przestaje on poszukiwać wariantu, który mógłby dać efekt korzystniejszy.
Tak zachowuje się każdy człowiek; wybiera jakiś CEL, na przykład kupno nowych butów, następnie wybiera właściwy WEDŁUG NIEGO SPOSÓB jego osiągnięcia, na przykład idzie lub jedzie do któregoś sklepu lub galerii, tam ogląda różne modele i fasony, a gdy któreś mu się spodobają, kupuje je za daną cenę, wcale nie zastanawiając się nad tym, czy koszt osiągnięcia tego celu, jakim są nowe buty, jest najniższy. To samo dotyczy przypadku kupna samochodu, budowy domu czy wyjazdu na wycieczkę zagraniczną. O decyzji przesądza NIE TYLKO CENA towaru czy usługi, ale jeszcze cała masa czynników niemierzalnych, takich jak upodobania, przywiązanie do marki, moda, poczucie komfortu, chęć „szpanowania” itp. To dlatego na przykład spośród różnych modeli i klas samochodów jedni wybierają mercedesa, inni bmw, a jeszcze inni fiata uno, mimo że każdy z tych samochodów służy do zaspokojenia takiej samej potrzeby, tj. do samodzielnego przemieszczania się z miejsca na miejsce. Z tego samego powodu jedni wyjeżdżają na wczasy na Majorkę, a inni – nad Bałtyk, płacąc czasem nawet wyższą cenę. NIEPRAWDAŻ?
Na marginesie; żaden realnie istniejący człowiek nie może podejmować decyzji, które pozwalałyby mu osiągnąć MAKSYMALNE EFEKTY przy danych nakładach, ani takich, które pozwalałyby osiągnąć dany cel przy NAJMNIEJSZYCH NAKŁADACH. Tym MIĘDZY INNYMI różni się ekonomia personalistyczna od ekonomii głównego nurtu i nurtów pobocznych, że nie tworzy MATEMATYCZNYCH modeli zachowań człowieka lub tzw. podmiotów zbiorowych (gospodarstw domowych, przedsiębiorstw, państwa). Te bowiem MUSZĄ zakładać , że człowiek jest racjonalnym typem, który reaguje stale w taki sam sposób na bodźce ekonomiczne, mając PEŁNĄ WIEDZĘ o sytuacji na całym rynku. W przeciwnym razie nie dałoby się zbudować żadnej funkcji opisującej model, na podstawie którego formułuje się jakąś teorię ekonomiczną.
Takim właśnie typem dla ekonomii głównego nurtu jest tzw. człowiek ekonomiczny (homo economicus), który dąży do maksymalizacji zysku względnie zadowolenia, kierując się tylko własnym, egoistycznym interesem. A do tego dysponuje jeszcze pełną wiedzą o sytuacji na rynku, a w niektórych modelach podejmuje decyzje NA CAŁE ŻYCIE.
Z całym szacunkiem dla matematyków, dla których jedynym kryterium poprawności modelu jest to, aby miał jednoznaczne rozwiązania, które są stabilne względem warunków początkowych i parametrów zgodnie z regułami syntaktyki, ale w ekonomii liczy się przede wszystkim treść używanych pojęć, czyli ich RELACJA Z RZECZYWISTOŚCIĄ. To zaś powoduje, że niektóre formalnie poprawne matematyczne modele nie tyle upraszczają rzeczywistość, pomijając niektóre jej aspekty, podobnie jak robią to w odniesieniu do praw fizyki, ile opisują coś, co absolutnie nie ma nic wspólnego z rzeczywistością społeczno-gospodarczą.
Jaskrawym tego przykładem jest nagrodzona w 1958 roku nagrodą Nobla praca G. Debreu pt. „Teoria wartości” oraz rozwijana w oparciu o nią tzw. ekonomia matematyczna. (więcej, patrz: https://www.szewczyk.net.pl/wp-content/uploads/2024/03/Debreu.pdf).
Nie chcę przez to powiedzieć, że modele matematyczne w ekonomii są bez sensu, wręcz przeciwnie, w wielu wypadkach pozwalają dość precyzyjnie opisywać różne aspekty procesów i zjawisk ekonomicznych, pozwalając na sporządzenie wiarygodnych prognoz. Warunkiem jest jednak nie tylko formalna poprawność i rozwiązywalność poszczególnych równań, ale przede wszystkim JEDNOZNACZNA TREŚĆ EKONOMICZNA używanych w nich zmiennych, czyli ich PRZYSTAWALNOŚĆ DO RZECZYWISTOŚCI.